#1
I myślę, że nigdy nie poznałam osoby tak idealnej jak ona. Była silna, potwornie silna, umiała w dosadny sposób pokazać na czym jej zależy. Przeklinała jak mało kto, mimo że słowami operowała w sposób niebywały. Paliła, ale pomimo mojej niechęci do tego nałogu, papierosy zawsze wyglądały pociągająco w jej dłoniach. Pachniała słońcem, dobrą kawą i namiętnym seksem. Zawsze wyglądała dobrze, nawet wówczas gdy czekałyśmy na ostatni nocny pociąg, a ona w byle jak spiętych włosach, wtulała się w swoją wielką bluzę, bo jak zwykle nie ubrała się adekwatnie do pogody. Kochałam ją. Nie była tylko moim oparciem, najtwardszą skałą, która potrafiła przetrwać wszystko. Była też rzeką, płynącą wewnątrz mojego ciała, bo jej wrażliwość i czułość przejmowała mnie do szpiku kości. Podziwiałam ją za to, jak umie mówić o swoich emocjach, była w tym tak cudownie autentyczna. Nie lubiła flirtować, uważała to za infantylne, ale mimo to zawsze miała z kim wrócić do mieszkania. Czy zazdrościłam jej? Pewnie, przewyższała mnie w każdej kwestii, ale wydaje mi się, że bardziej niż zazdrosna, byłam po prostu dumna. Duma rozpierała mnie dlatego, że wybrała mnie, że połączyło nas uczucie tak silne, że nikt nie był w stanie go zniszczyć. Oprócz nas samych.
